IV Kielecki Bieg Górski

IV Kielecki Bieg Górski

IV Kielecki Bieg Górski odbył się w dużym upale. Dzięki leśnej trasie nie był on jednak aż tak mocno dokuczliwy. Odwodnienie dało o sobie jednak znać jeszcze kolejnego dnia rano.

Na górskie bieganie do Kielc zawitałem ponownie. Wcześniej startowałem tu dwa lata temu, a trasa przypadła mi do gusty. Są górki, jest luźno pod nogą. Tym razem postanowiłem jednak zabrać rodzinę dzień wcześniej i skorzystać z noclegu oferowanego przez MOSiR. Przy cenie 30 PLN / os nie było nawet się co zastanawiać. Ostatni raz wczesna pobudka i wyjazd spowodowały, że córa usnęła w kieleckim kinie w trakcie reklam przed seansem Minionków…

Na spokojnie po południu zrobiliśmy sobie fajny spacer po parku etnograficznym w Tokarni – Muzeum Wsi Kieleckiej (niezwykle ciekawe!), a wieczorem dojechaliśmy na nocleg. Skromne, ale czyste pokoje dwuosobowe z łazienką. Tyle ile było potrzeba na jeden nocleg. Cicho, spokojnie, bez ludzi. Po drugiej stronie Lidl, w którym można było dokupić brakujące rzeczy.

Niedziela przywitała nas piękną pogodę. Prognozy się sprawdziły i miało być naprawdę gorąco, co wieczorem miało zakończyć się burzą. Dosyć wcześniej meldujemy się na stadionie lekkoatletycznym. Zula oczywiście zapisana na bieg dla dzieci, który wynosi w Kielcach pełne okrążenie po bieżni stadionu! Tak jak poprzednio, sporo rodzin z dzieciakami zjawia się rano i to właśnie one inaugurują tego dnia bieganie. Po szczęśliwej mecie lecę się rozgrzewać i ustawiam się na starcie.

Frekwencja dopisała. Początek biegu jest bardzo przyjemny, bo pokonuje się go na długim, płaskim odcinku w cieniu drzew. Mimo dużej temperatury, w lesie na szczęście aż tak mocno się tego nie odczuwa. Jak zwykle zaczynam spokojnie, by stopniowo podkręcać tempo. Po niedługim czasie pojawią górki. Tutaj charakterystyczną rzeczą są dość strome podejścia i często dość strome, szybkie zbiegi. Dwa lata temu zaliczyłem jednego dzwona na trasie, tym razem obyło się bez najmniejszego uszczerbku.

Na trasie punkty nawadnia, bez jedzenia. Przy tej temperaturze nawet się nie chciało jeść, więc bez gryza banana udaje się pokonać trasę 22 km. W dobrym czasie i dobrej formie po trzech tygodniach od Maratonu Podhalańskiego.

Sporym zaskoczeniem był posiłek regeneracyjny. Organizatorzy postawili na rewelacyjne pierogi, który dostarczyła firma cateringowa! Plus za pomysł i realizację! Losowanie odpuściliśmy i po prysznicu ruszyliśmy jeszcze zobaczyć Kadzielnię, Jaskinię Raj oraz Zamek w Chęcinach. Prognozowana burza dopadła nas już niedaleko Częstochowy, a powalone drzewo zmusiło nas do szukania objazdu. Po intensywnym dniu wróciłem w stanie agonalnym.

Dystans: 22 km. Czas netto: 02:02:06

Do kolejnego górskiego biegania w stolicy województwa świętokrzyskiego!

Kielecki Bieg Górski

Podziel się wpisem
Podobne wpisy
Poznań Maraton logo
Poznań Maraton – złamane 3:30!
Jura - zamek w Olsztynie
W oczekiwaniu na wiosnę…
Noworoczny trening

Zostaw komentarz

Twój komentarz

Imię
Twoja www