Nocny Wrocław Półmaraton

Nocne bieganie we Wrocławiu

Na Nocny Półmaraton do Wrocławia trafiłem za sprawą… wrocławskiego maratonu, który odbędzie się dopiero we wrześniu. Dzięki temu bliżej poznałem miejsce kolejnego swojego boju na królewskim dystansie.

Organizatorzy we wstępnej fazie zapisów zaproponowali w atrakcyjnej cenie połączenie dwóch imprez biegowych – Nocnego Półmaratonu oraz Maratonu Wrocławskiego. Długo nie trzeba było się zastanawiać, gdyż nawet w przypadku nie dojechania na czerwcową imprezę, dużo finansowo bym na tym nie stracił.

Gdzieś bliżej terminu zacząłem obserwować kolejne newsy na fanpage organizatorów i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem, że jadę na naprawdę dużą imprę! Jak pewno większość wie, organizatorzy musieli zwiększyć pulę numerów startowych, która i tak w szybkim tempie się zapełniła. Wystartowanie w samych zawodach stało się niejako zaszczytem 🙂

Do Wrocławia wyjechaliśmy w sobotni poranek, a pociągani GPSem jechaliśmy prosto do biura zawodów. W okolicach biura sporo osób, a mnie pociągnęło w stronę stadionu olimpijskiego z racji usłyszenia warkotu motocykli żużlowych. Tak – to właśnie Sparta odbywała trening przed niedzielnym meczem na własnym stadionie. Spacer zaowocował jednak obejściem stadionu dookoła i krótką rozmową z obsługą parkingu, która oznajmiła, że sobotni trening jest wyjątkowo zamknięty dla publiczności z racji biegowej imprezy.

Postanowiliśmy wrócić inną drogą i takim oto sposobem trafiliśmy na… strzelnicę! Jak się okazało, organizowane były drzwi otwarte dla wszystkich, którzy chcieliby postrzelać. Tym sposobem udało się po kilku dobrych latach ponownie wziąć do ręki kbks. Co ciekawe, w pakiecie ze strzelaniem każdy z ochotników dostawał kupon na grochówkę z kiełbachą. Generalnie wokół kręcili się raczej amatorzy strzelania niż biegania, gdyż do tych drugich nie bardzo dotarła wiadomość o imprezie na strzelnicy. Dla startujących w maratonie podpowiem, że kolejne drzwi otwarte odbędą się właśnie 13 września 🙂

Nocne bieganie było wyzwaniem i debiutem w imprezie rozgrywanej o tej porze. Mimo tego, że za nic w świecie nie umiem zmusić się do spania w dzień, to zmęczony po podróży oraz przemierzaniem Wrocławia na nogach, udało się uciąć komara na około godzinę. Potem szybki prysznic na otrzeźwienie i szybko na tramwaj linii nr 9, który odjeżdżał spod naszego hotelu na Ślężnej. Mimo, że wystartowałem 1,5 godziny przed imprezą, to na linii startu ustawiłem się na krótko przed odliczaniem.

Z racji przygotowywania trasy tramwaj dojeżdżał na miejsce, ale jechał naokoło. Potem spora kolejka do depozytów, dokładna rozgrzewka i zrobiła się 20:50 🙂 Od samego początku wszystko pracowało zresztą w pełni profesjonalnie – depozyt (rewelacja i niespotykana szybkość), miasteczko biegowe, nawoływania spikera o wcześniejsze ustawianie się w strefach. To ostatnie było o tyle istotne, że biegacze byli ograniczeni szerokością asfaltu. Odległość między pierwszą, a ostatnią strefą była naprawdę spora!

Start jeszcze po widnemu i oczywiście zawsze dodający energii kawałek Safri Duo w głośnikach. Mimo 7500 zgłoszonych zawodników pierwsze metry biegło się dość komfortowo, a po kilku kilometrach potworzyły się w mojej okolicy małe grupki. Samo bieganie po Wrocławiu było świetnym przeżyciem. Sporo ludzi na trasie, ale przede wszystkim poznawanie nowych kątów. Krótka drzemka pozwoliła wykrzesać maks energii mimo, że wieczorne treningi nie należą do moich ulubionych. Zaczynający doskwierać pod koniec chłód spowodował, że tempo nie malało, a w końcówce nawet lekko wzrastało. Byłoby idealnie, gdyby nie sikanie w drugiej części trasy.

Meta i życiówka, na którą po cichu liczyłem z racji sprzyjającej temperatury. Szybko odebrałem rzeczy z depozytu i pobiegłem pod prysznic. Tych na hali sportowej było kilka, więc bez żadnej kolejki można było się wykąpać, przebrać, odpocząć. Miasteczko biegowe na zewnątrz żyło na całego i gdyby nie spore wyziębienie, pewnie skusiłbym się na małe lane. Makaron i powrót. Częściowo na nogach, częściowo tramwajem i 00:30 można było kłaść się do spania.

Dzięki kuponowi w pakiecie startowym można było wybyczyć się rano na wrocławskim Aquaparku, który mieliśmy po drugiej stronie ulicy.

Polecam wszystkim lubiącym półmaratony, bo była to z pewnością jedna z lepszych imprez, w których brałem udział. Będę miło wspominał również ze względu na uzyskany czas oraz dobrze spędzony weekend. Z Wrocławiem (i strzelnicą 😉 ) widzę się ponownie we wrześniu!

Dystans: 21,097 km. Czas netto: 01:32:23
.
Podziel się wpisem
Podobne wpisy
ASics Stratus
Asics Stratus – recenzja
Pabianicki Półmaraton
Pabianice na rozpoczęcie sezonu
Kijów Maraton
Operacja Kijów ruszyła!
2 komentarze
  • Odpowiedz

    Gratuluję czasu! Pozazdrościć kondycji. Sam dopiero zaczynam przygodę z bieganiem i trochę mnie zainspirowałeś 🙂

  • Odpowiedz

    No super. Gratuluje doskonałego czasu. Nocny półmaraton we Wrocławiu to na prawdę duże wydarzenie. Polecam każdemu kto jeszcze nie miał przyjemności.

Zostaw komentarz

Twój komentarz

Imię
Twoja www