7. Bieg Częstochowski

Dwa dni, dwa biegi

Sobota, godzina 14:00, pełne słonce na niebie i rozpoczyna się 7. Bieg Częstochowski, który gromadzi rekordową liczbę uczestników. Pogoda dała się we znaki wszystkim, choć rekord trasy został o jedną sekundę pobity!

Częstochowska dyszka była szybkim sprawdzianem przed zbliżającym się wielkimi krokami Cracovia Maraton. Piękna pogoda jaka od rana panowała w Częstochowie zapowiadała dodatkowo piękne bieganie.

10 km w Częstochowie ma jeszcze ten dodatkowy urok, że trasa jest stosunkowo ciężka – dwie pętle, a na każdej do pokonania kilka podbiegów – to w końcu trasa woków Jasnej Góry.

Chętnych do biegania wokół klasztoru byłoby pewnie więcej, ale liczba uczestników była tu ograniczona do 1100 zgłoszeń. Finalnie do mety dobiegło ponad tysiąc osób.

Chwila przed startem

W zeszłym roku przy pogodzie pozwalającej na dobre wyniki (było chłodno!) udało się skończyć bieg z czasem 44:27. W tym roku liczyłem na spokojne poprawienie wyniku…

No i stało się – wybiegany czas to 45:06. Pogoda swoje zrobiła – pierwszy raz w tym roku przyszło startować w tak upalnej pogodzie. Drogowa tablica informacyjna wskazywała przy asfalcie temperaturę ponad 30 stopni Celsjusza! Przyznaję ponadto, że nie był to mój dzień, a od samego początku biegło się ciężko. Dopołudniowe obowiązki, praca i pośpiech w jedzeniu i piciu swoje zrobił. Po rozdaniu nagród można było spokojnie pojechać do domu i odpocząć po całym dniu.

po-biegu

I po biegu.

Wieczorem na spokojnie przejrzałem wyniki i mimo gorszego czasu udało się zająć lepsze miejsce w kategorii OPEN niż w roku ubiegłym. Wysoka temperatura przyczyniła się widocznie do generalnie gorszych wyników, co podniosło trochę człowieka na duchu 🙂 Największym zaskoczeniem był wynik przeora Jasnej Góry Mariana Waligóry. Skończył on zawody na… 45. miejscu robiąc czas 38:38.

Kolejnego dnia, w niedzielę, skorzystałem z okazji wzięcia udziału w biegu organizowanym przez Dolinę Miłosierdzia w Częstochowie. Rok temu wystartowałem w dwóch biegach na 10 km dzień po dniu i wiedziałem, że nie jest to najlepszy pomysł, ale przez brak długiego wybiegania w weekend brakowało mi w niedzielę ruchu. W dodatku bieg charytatywny, bez formuły zawodów, numerów startowych etc. Dzięki temu na spokojnie i bez nerwów można było sprawdzić się w parkowych alejkach na płaskim terenie na dystansie 5 kilometrów. Zegar na mecie wskazał 17:53, a ostateczny wynik potwierdziłem na zegarku biegacza, który wbiegał na metę razem ze mną.

Niedziela dzięki temu bardzo podbudowała zwłaszcza, że bieg odbył się dzień po ciężkim Biegu Częstochowskim. Teraz małe lenistwo z leciutkim truchtem w tygodniu i w sobotę najeżdżamy z rodziną Kraków! Choć na maratonie mile widziany chłodzik, to jednak z racji chęci pozwiedzania w sobotę dobrze byłoby, żeby aura była łaskawa.

Podziel się wpisem
Podobne wpisy
Jurajskie bieganie w Żarkach
City Cross Częstochowa
Częstochowski cross
Czy da się biegać bez planu?

Zostaw komentarz

Twój komentarz

Imię
Twoja www